Śniąc zapomniałem o wszystkim.
Zapadłem w letarg mknąc ku rodzinnemu domu. Widziałem rozbawionego
Dakotę biegającego wokół mojego starego stołu w jadalni. Trzymał
kanapkę w ręku i wykrzykiwał moje imię. I dopiero teraz
zauważyłem siebie siedzącego na ziemi i niezadowolony patrzyłem
na przyjaciela, który najwidoczniej nie chciał oddać mi kanapki po
moich długich naleganiach, więc sobie odpuściłem. Miałem wtedy z
pięć lat a Dakota siedem. Przewyższał on mnie sporo wzrostem.
Jak pamiętam i jak wypominał mi
brązowowłosy, byłem do siódmego roku cichym i spokojnym
dzieckiem, nie mających, o zgrozo, sierocych zapędów. Ożywił
mnie z czasem Dakota, który jak widać, nie zamierzał mnie porzucić
dla znajomych ze szkoły wraz z upływającymi latami, dlatego
zacząłem się zmieniać. A to doprowadziło do mojego potykania się
o wszystko i czasem psucia kilku.. kilkunastu rzeczy.
Rodzice natomiast zrzucali to na
moją datę urodzenia, gdyż trafem urodziłem się w piątek
trzynastego. Zabawnie, prawda? Mimo wszystko mi nie jest do śmiechu.
Nie było dane cieszyć się za długo nowo nabytymi rzeczami, gdyż
wytrzymywały góra kilka miesięcy. Ale jest jeden plus, mogę
zaoszczędzić na tym i nic nie kupować!
Widząc nas razem nie dało rady się
uśmiechnąć, znamy się od mojego czwartego roku życia i mogę z
ręką na sercu powiedzieć, że nigdy na tę znajomość nie
narzekałem. Zdarzały się kłótnie, ale bez nich byłoby za nudno.
Dakota był dla mnie jak opiekun,
niżeli brat, nie żarł się ze mną jak to bywa z rodzeństwem. Ale
ciężko mi to stwierdzić, gdyż jestem jedynakiem. Mój przyjaciel
ma starszą siostrę, która także bardzo mnie lubi.
I uwielbia
nazywać mnie uroczym. Arghh, jak ja tego nie lubię, a na pewno nie
w moim wieku. Te szesnaście lat do czegoś zobowiązuje.
Dalej bym tak rozmyślał we śnie,
gdyby nie jeden niepokojący mnie szczegół. Na jawie słyszałem
jakieś ciche głosy jakby z oddali. Wybudzając się zauważyłem,
że dość nie wygodnie mi się leży. Raptownie się przewróciłem
i z głośnym łomotem upadłem na podłogę. No! A tak szczerze to
jestem przyzwyczajony. W sumie myślałem, że już dawno na niej
leżę. Zdarza mi się to raz na kilka dni, jednak teraz porządnie
przyrżnąłem w podłogę ramieniem. Jaaaaałć. Mój zapłon, po
prostu go uwielbiam!
Ale teraz przyczyna mojej
nieprzyjemnej pobudki. Jestem niemal pewien, że sprawcą jest
Minami, który patrzy na mnie jak na skończonego kretyna. Jego wzrok
mówił 'I co, będziesz tak cały czas leżał na tej podłodze?”.
Ale to chyba powiedział na głos, lecz nie byłem pewny.
Dlatego chcąc nie chcąc wstałem i
usiadłem na miękkim łóżku. Pomyślałem o tych tajemniczym
głosie we śnie.
Nabrałem tajemniczego głosu.
- Minami... Czy ty gadasz przez
sen..? - ciemnowłosy spojrzał na mnie dziko i groźnie, przecząc
automatycznie - Już kilka razy mnie coś takiego budziło, więc
się nie wypieraj! Ciesz się, że nie słyszałem co mówiłeś.
Jego głowa opadła na wysokość
klatki piersiowej w geście poddania się. Ha, wiedziałem.
-A tylko piśnij komukolwiek o tym,
a naprawdę masz przesrane.
A ja byłem zaskoczony. Co w tym
takiego strasznego, co? To TYLKO gadanie przez sen, a nie AŻ. Heheh,
lubię moją nową umiejętność gadania w myślach.
- Co niby jest złego w mówieniu
przez sen? Spójrz, ja się tak wiercę, że spadam z łóżka i się
z tym pogodziłem!
Łypnął na mnie krytycznie.
- Mógłbyś przestać mnie
porównywać z osobą, która ma nierówno pod sufitem?
Przekrzywiłem komicznie głowę w
zamyśleniu.
- Ale nikt nie ma równo - i się
roześmiałem głośno – Nie rozumiem tej wbity, doprawdy!
A tak szczerze, współczuję mu,
wytrzymywać ze mną. A to dopiero początek.
Zrobię mu jakiś order. Ah, nie,
zapomniałbym, mam okropne zdolności manualne. Coś się wymyśli!
- Przestaniesz w końcu tyle myśleć?
- usłyszałem zniechęcony głos mojego (lubego, głupie gadki
Dakoty mi się udzieliły) współlokatora – Mówiłem do ciebie.
Co masz z tym spadaniem?
- Nie panuję nad tym i nie
przeszkadza mi to, już się przyzwyczaiłem. Tobie też nie powinno
przeszkadzać mówienie przez sen.
Minami zrobił długą przerwę i
chodził w tym momencie po pokoju, najwyraźniej się zastanawiając.
I znowu mnie zaskoczył.
Podszedł do mnie i poczochrał mnie po
głowie uśmiechając się jak na niego, przychylnie.
- Zaczynasz gadać głupoty, więc
idź z powrotem spać.
I tymi słowami mnie pożegnał, bowiem
wyszedł z pokoju i nie wrócił w przeciągu godziny, którą
przeznaczyłem na zaśnięcie.
Zostawił mnie samemu ze swoimi
myślami. Może nie będę się tu nudził bez Dakoty? Smutno mi się
jednak zrobiło, że tak pomyślałem. Jeśli miałem jakiś problem
on zawsze był przy mnie. Ale nigdy nie narzekałem na to, że nie
mam prócz niego nikogo. Liczy się jakość w końcu, a nie ilość.
Nie mogąc się przemóc by zasnąć
zacząłem chodzić po pokoju się mu przyglądać. A raczej jego
zawartości. Rzeczy Minami'ego były starannie poukładane. Miał na
półce sporą ilość książek, z czego jak się później okazało
to podręczniki i zbiory opowiadań jednej pisarki. Może Zauroczył
się w niej? Przeszło mi przez myśli, jednak od razu pokręciłem
głową z niedowierzaniem. Ktoś taki nie potrafiłby chyba kogoś
darzyć tak miłym i dobrym uczuciem.
Jak bardzo myliłem się z tym
stwierdzeniem.
Przeszedłem do ściany przy
której było łóżko i laptop. Nad urządzeniem wisiała tablica
korkowa na której wisiało mnóstwo zagadnień brzmiących dla mnie
niezrozumiale, dlatego nad nimi nie rozmyślałem zbyt wiele.
Natomiast przykuło moją uwagę
zdjęcie wiszące w rogu. Znajdowała się na nim kobieta o
wspaniałym uśmiechu i czarujących oczach. Jej długie pocieniowane
włosy opadały falami na białą, przewiewną koszulę. Wyglądała
na zdjęciu jak anioł. I jeśli mój współlokator się w niej mógł
zakochać, wcale by mnie to nie zdziwiło.
Coraz częściej przeskakiwałem z
nogi na nogę chyba z wiadomego dla Was powodu. Teraz już koniecznie
muszę iść tam, gdzie król chodzi piechotą. I z tymi myślami
ruszyłem w stronę drzwi toalety.
Ledwo się dostałem do niej, a
już leżałem na jej jakże pięknych i niewygodnych kafelkach.
Wokół mnie znajdowało się mnóstwo
wody, gdzie teraz dostawała się ona przez uchylone drzwi do pokoju.
Lekko przekręciłem głowę, żeby zarejestrować problem. Oświeciło
mnie. Rura od klozetu była poluzowana i to z jej powodu wylatywała
woda.
Okej, to Spec-Matt się tym
zajmie! Naładowany pozytywną energią wstałem z tej świetnej
podłogi i od razu znalazłem się z powrotem w tej samej pozycji.
Ale może zanim wezmę się za
problem to pozmywam podłogę, hmmm. Tak. To będzie dobry pomysł.
Tak jak pomyślałem tak zrobiłem. Zanim znalazłem coś czego można
użyć do wytarcia tego morza minęło sporo czasu. Ale się nie
zniechęciłem.
Po dwudziestu minutach i czterech
glebach później skończyłem! I zabrałem się za problem.
Posiedziałem przed tą rurą i zacząłem majsterkować. I wiecie
co? Dałem radę! JA dałem radę! Co mi oczywiście chwilę zajęło.
Yaaaayz~! Może znalazłem swoje
powołanie?
Z zacieszem na mordce zrobiłem
to, co miałem w tym pomieszczeniu i usiadłem po turecku w pokoju.
Nadal miałem mnóstwo energii i nie miałem co z nią robić. Ja to
mam problemy trzeciego świata.
I wtedy do moje głowy wpadły
ćwiczenia. Mam koszmarną budowę w porównaniu z ciemnowłosym. Na
pewno nie jedna dziewczyna się za nim ugania. Ale pewnie nie zwracał
na to uwagi. Nie zastanawiając się jednak długo zacząłem mój
trening inteligentnie nie zaczynając go rozgrzewką. Ale co tam,
dopiero potem będzie mi to przeszkadzać.
**
Wpatrywałem się jak
zahipnotyzowany przez okno.
Rozmyślając o dzisiejszym spotkaniu i
o Minami'm. Jestem ciekawy, jak szybko nowy doprowadzi do wściekłości
współlokatora. Poprzednia piątka robiła to w ciągu tygodnia,
dwóch, jednak Matt jak widać radzi sobie tak dobrze, że następnego
dnia osiągnie to co jego poprzednicy.
Jednak coś wisi w powietrzu
patrząc na to jaki hałas był wywołany przez czarnowłosego.
Zapewne poszedł się z Nim spotkać.
Najbliższe dni nie zapowiadały się
najlepiej.
Odszedłem od otwartego okna, z
którego wiatr rozwiał moje włosy o tak nienaturalnym kolorze.
**
Zadowolony kroczyłem przez
opustoszałe korytarze.
Rzadko kiedy znajdowało się tutaj
osoby o trzeciej w nocy, a szczególnie po ostrej imprezie jaka miała
miejsce z okazji rozpoczęcia się ferii zimowych.
Wyszedłem na świeże powietrze
chcąc zaczerpnąć energii. Przechodząc uliczkami przeanalizowałem
dzisiejszy dzień. Niby nowy to dla mnie nowe utrudnienie i dodatkowy
powód do wkurzania się, jednak w tym wypadku nie było tak źle jak
z innymi. Może i miał wkurzający charakter i irytujące wczyty to
stwarza sporo zabawnych sytuacji w ciągu jednego dnia. Od razu
Powiedziałem.
- Na pewno się nie będę nudził.
Za sprawą impulsu zacząłem biec
przed siebie.
**
Zmachany, po szybkim, acz
treściwym prysznicu leżałem znów na ziemi patrząc się w sufit.
Rozmyślałem ponownie nad wcześniejszym incydentem.
Jakim cudem on się tak odsłania?
Może to przez tę godzinę. Myśląc tak powoli zasypiałem.
A jak się okazało następnego dnia,
miałem rację. Moja pobudka nie należała do najlepszych.
Ale to opowiem Wam już następnym
razem.
**
Na początek dziękuję Wam za
komentarze, których może i jest kilka lecz motywują dostatecznie
by napisać coś nowego ;) Następny rozdział planuję na następny
tydzień, także do zobaczenia! ^^
Fajne ale ja chcem akcji~~~! Troche mało humorku ale i tak wszystko świetnie opisane :3
OdpowiedzUsuńPs. Mi też jakiś tajemniczy głos gada w myślach..
Yuhuuhu.. kolejny rozdział . :))) good jak zwykle :) czekam na kolejną porcje....
OdpowiedzUsuńPs. Te tajemnicze głosy hahaha to pewnie kazdy ma. bo ja tez..
Ai