Nie pojmuję tego, że nie mogę tego pojąć, coś ze mną jest chyba nie tak..
Po raz czwarty ubierałem bordową
koszulkę z nadrukowanym jakimś zespołem z anime, którego nie do
końca kojarzyłem, zakładając do tego co rusz to inne spodnie.
Aż dziw stwierdzić, ale wziąłem
ze sobą ponad osiem par długich spodni, cztery pary rybaczek i
jedne krótkie spodenki. Nie mówiąc już o ilości koszul,
koszulek, bluz i tym podobnych rzeczy, a to wszystko w dwóch
walizkach. Mam skilla, nie ma co. Po prostu nie mogłem się
zdecydować na to, co ze sobą zabrać, bo wszystkie ciuchy mi się
podobały.
Patrzyłem ze zgorszeniem na moje
włosy średniej długości, które często kręciły się na
końcach, tak jak i tym razem. Przynajmniej ich prawie czarny kolor
jakoś wyglądał. Prawie, gdyż miałem przebłyski bordowego
koloru, szczególnie widoczne było to na dworze, kiedy na nie
padały refleksy słońca.
Zadowolony byłem najbardziej z moich
oczu koloru jasnego bursztynu, bowiem pasowały do koloru włosów i
większości rzeczy, które nosiłem. Także mój wzrost pasował
jak ulał, chociaż z moich stu sześćdziecięciupięciu
centymetrów nigdy nie byłem dumny. Czuć się jak karzeł nawet
przy dziewczynach, często mnie w szkole nazywali Mają, bo
przypominałem im koleżankę z klasy.
Nie zdajecie sobie sprawy z
tego jak potrafi to zirytować, szczególnie kiedy mówicie o swoich
kompleksach najlepszemu przyjacielowi, który stwierdza, że twój
wzrost jest uroczy i słodki. Swoją drogą, to te słowa nie
określają tego samego?
Po kolejnej godzinie stwierdziłem, że
już bardziej kminić nie będę, bo to nie ma najmniejszego sensu.
Patrząc na efekt końcowy, mogę rzecz, że jestem z siebie dumny!
Tak, ludziska, po raz pierwszy to
stwierdzam!
Okręciłem się wokół własnej osi
a zza drzwi usłyszałem długi gwizd, zapewne Minamiego.
Mimo jego zachowania, moim zdaniem
normalnego, do którego się przyzwyczaiłem, straciłem rezon i o
mało co się nie glebnąłem. Nagle zawisnąłem z gracją kilka
centymetrów z twarzą nad kafelkami. Brunet szybko mnie postawił do
pionu i odsunął, poczułem szybko oddalające się ciepło.
Jednak zdezorientowany lekko się
chwiałem tak prędką jak na mnie zmianą położenia, przez co
współlokator znowuż się ze mnie brechtał. No ja nie mogę. To
się robi już wkurzające.
- Mimo ubioru tracisz sporo na swojej
koordynacji, wiesz?
Usłyszałem basowy głos po mojej
lewej stronie, kiedy poprawiałem włosy śmiesznie stojące w tym
momencie. Naburmuszony spojrzałem na niego.
- To tak, jakbyś się nie
przyzwyczaił.. No ale, może być? - rozłożyłem bezradnie
ramiona, w geście poddania - bo w końcu nie wiem jak się ubierać
do takich miejsc.
Ponownie zlustrował mnie i kazał mi
się okręcić. Tym razem zrobiłem to powoli, żeby nie tańczyć
kilkakrotnie jak baletnica. Po co mam to robić, skoro mi nawet za to
nie płacą, pfi.
Wzrok Minamiego nie mówił mi zbyt
wiele, jakby zamyślony ale nie będący daleko stąd.
W końcu się odezwał, a ja
westchnąłem. Trochę na odpowiedź czekać musiałem.
- Nawet nieźle, ale popraw kołnierz,
zresztą.. - podszedł do mnie i sam to zrobił, sprawnie obchodząc
się z koszulą, którą miałem na sobie. Sądziłem, że jak będzie
bardziej w nieładzie, to wyglądałby lepiej, chociaż do mnie nie
pasował taki styl. Albo w sumie.. sierotom pasuje coś takiego.
Teraz wyglądam na eleganckiego ważniaka, ehh. A podobno jestem
roztrzepańcem - poza tym, zbieraj dupę z łazienki, bo za pół
godziny się zbieramy.
Zdziwiony spojrzałem na zegar wiszący
w pokoju. Faktycznie, było dwadzieścia po dziewiętnastej. CZY JA
SIĘ TYLE PINDRZYŁEM?
Bosz, jestem babą. Czyli ludzie z
byłej klasy mieli rację? Taaak, mój przypadek można zgłosić do
programu „Dlaczego Ja?”.
Minami się zamknął w łazience i
ledwo minęło piętnaście minut, a główny zainteresowany wyszedł
z pomieszczenia w pełni ubrany i przyszykowany. I ten zapach..
Po całym pokoju rozszedł się zapach
lasu połączonego z morską bryzą i cytrusami. Mandarynki. Mmm.
Mandarynki rozpoznam wszędzie. Te połączenie może i nie brzmi
zbyt apetycznie, jednak naprawdę ładnie się komponuje. Ubrany w
karminowe spodnie, szarą koszulkę na długi rękaw, z czego jeden
był podwinięty, odsłaniając liczne rzemienie i bransolety. Nie
przypadkowo, założył też krwistoczerwony wisior w kształcie kła.
Nogi oczywiście przyodziane w męskie oficerki, choć za pierwszym
razem stwierdziłbym, że to glany. Włosy ulizał lekko na boki, to
wszystko ucharakteryzowało go w niebezpiecznie usposobionego
człowieka.
Jakim był.
Na koniec, nie obdarzając mnie nawet
spojrzeniem ubrał czarną skórzaną kurtkę.
Szczerze przyznam, efekt był
powalający. Nawet ja, jako chłopak potrafię to bez problemu
stwierdzić. Jestem przekonany, że jak dotrzemy na miejsce, to
będzie z centrum uwagi.
Pociągnął mnie za ramię w stronę
drzwi, a ja ledwo co chwyciłem za swój płaszcz.
Jak tak teraz się zastanowić, to czy
jemu nie będzie za zimno w cienkiej kurtce.
Wyszliśmy na zewnątrz, a zimowy,
suchy wiatr owiał nam twarze. Wzdrygnąłem się na taką szybką
zmianę temperatury, zawsze słabo reagowałem na zimno.
Zawdzięczałem to poprzez moją drobną budowę.
Owinąłem się szczelniej płaszczem,
zapinając się do nosa. Jeszcze brakowało tylko szalika i
rękawiczek. Nigdy nie tolerowałem czapek. Ni to wygodne, ni to
wygląda, takie byle jakie.
Dopiero co zorientowałem się jak
wygląda pogoda.
Wokół nas wirował śnieg
podświetlany przez stare lampy znajdujące się przy ścieżce
parku. Szliśmy właśnie przez niego, jak wytłumaczył pobieżnie
brunet, idąc na skróty. Nie sprzeciwiałem się jego zdaniu,
jeszcze kazałby mi prowadzić. A chyba nie muszę wspominać o mojej
orientacji w terenie i znajomości tego miasta.
Przyjrzałem się uważnie starszemu
chłopakowi. Nie wydawał się być przemarznięty, w odróżnieniu
od mnie. Ja się trząsłem jak przysłowiowa galareta.
Uśmiech wkradł się na moje usta.
Mniam, pomarańczowa galaretka z
gruszkami i bitą śmietaną. Zjadłbym.
Zanim zdążyłem zarejestrować to,
że mężczyzna idący teraz przede mną zatrzymał się, walnąłem
dosyć boleśnie w jego plecy. Naprawdę, mało przyjemna opcja,
szczególnie, że skórzana kurtka jest ZIMNA.
Wrrr. Zaraz będzie ochrzan.
Ha, zgadłem.
- Już nawet nie chcę zwracać uwagi
na twoje rozkojarzenie, ale mógłbyś chociaż patrzeć PRZED
SIEBIE. A jeśli to twój sposób na podryw, to wybacz, ale jest
KIEPSKI.
Całą wypowiedź praktycznie wywarczał
do mnie.
Nie wiedziałem, że mam współlokatora
- wilkołaka. Poprawka. Nie wiedziałem, że ktoś taki istnieje,
ekhem, naturalnie.
- Czyli domyślam się, że jesteśmy
na miejscu? - zapytałem grzecznie, dotykając odmarzniętego nosa.
Jestem pewien, że jest koloru dojrzałej wiśni.
-Brawo, Szerloku. Radzę się rozejrzeć
po okolicy, bo może cię tu przez przypadek zgubię - tu zrobił
kpiący uśmiech - Ruszaj się.
Nie zdążyłem się nawet obejrzeć
po okolicy, widziałem tylko wielkie żeliwne drzwi. Wyglądały jak
z jakiejś starej epoki, masywne wykończenia z dużymi ćwiekami
jako ozdobą.
Przed nimi stał barczysty goryl.
Wybaczcie, inaczej się go nazwać nie da. Szeroki, barczysty i
umięśniony „pan”, wysoki na dwa metry, żłobił się na mnie,
jakby chciał mnie zabić i zjeść jednocześnie. Dopiero
zorientowałem się, że współlokator zniknął z pola mojego
widzenia.
- Nie wpuszczę cię, nie masz
uprawnienia, szczeniaku. Dzieci nie wpuszczamy - już chciał mnie
wywalić, kiedy Minami się po mnie wrócił, i wciągnął mnie do
środka. Goryl tylko kiwnął głową.
Brunet chyba jest jakąś szychą...
W środku był wielki przepych, jeśli
chodzi o urządzenie lokalu. Choć ciężko było na pierwszy rzut
oka to dostrzec poprzez około setkę ludzi kręcących się po
parkiecie i barze. Nie było żadnych wolnych miejsc siedzących,
jednak wystarczyło tylko groźne spojrzenie Minamiego, a dwóch
młodziaków ustąpiło nam miejsca.
Szczerze? Zorałem się tą sytuacją.
Czy on jest jakąś wpływową szychą i mordercą w jednym.
Albo nie, wolę nie wiedzieć.
Minami już chciał zamawiać nam
piwa, kiedy stanowczo odmówiłem.
- JA chcę SOCZEK, jak już mi coś
chcesz kupujesz.
Zmarszczyłem brwi. Chyba coś źle złożyłęm. A nie ważne!
Zmarszczyłem brwi. Chyba coś źle złożyłęm. A nie ważne!
Spojrzał na mnie poirytowany jak na
zwierzaka w zoo, ale w końcu westchnął i zamówił mi to, co
chciałem. A ja na niego wybałuszyłem oczy, jednak tego już nie
zdołał zauważyć, bo już stał do mnie plecami i gadał z
barmanem.
Tutaj nawet nie mam jak rozmyślać
nad moim bezsensownym sensem życia, kiedy moje bębenki pękają od
muzyki. Ale przynajmniej muzykę dobrą puszczają.
Minami podał mi picie i wykrzyczał
do mnie, że idzie na chwilę spotkać się ze znajomym, gdzie ja
stanowczo zaprotestowałem. Bałem się, że mnie zostawi na pastwę
losu. Domyślając się mojego toku myślenia, zapewnił, że po mnie
wróci.
Tak więc siedziałem teraz sam od
jakiegoś czasu, co jakiś czas tylko ktoś siadał obok mnie, jednak
nie zwracali na mnie uwagi. Dopóki nie dosiadł się jakiś blondyn
o ciepłych brązowych oczach, ubrany na elegancko.
- Hej młody, czy my się przypadkiem
nie znamy..? - objął mnie ramieniem, a ja się wzdrygnąłem.
Czuć było od niego siłę bijącą z
jego postawy. Bliżej mu się przyjrzałem. Na pierwszy rzut oka
stwierdziłem, że nie wydaje mi się, abym go kiedykolwiek widział,
ale później mi coś zaświtało.
Czy aby Dakota nie miał podobnego
znajomego, który do niego kilka razy przyjechał w odwiedziny?
Pamiętam jednak, że niechętnie się z nim widział i unikał,
żebyśmy nie widzieli się. Widziałem go może ze dwa razy, dlatego
pewien nie byłem.
Moje wątpliwości rozwiał nieznajomy.
- Z tego co pamiętam, widziałem cię
kilka razy z moim braciszkiem, Dakotą.
Moje zaskoczenie było widać gołym
okiem. Bratem?
Nic mi nie mówił o żadnym bracie...
To świetnych rzeczy się dowiaduję,
nie ma co...
- To może chcesz pogadać w bardziej
ustronnym miejscu? Mogę trochę ci wyjaśnić. Nie odmawiaj mi
proszę. Zaufaj, że nie pożałujesz.
Nie myśląc w ogóle nad tym co
robię, zgodziłem się. Po chwili wyszliśmy z klubu. Całkowicie
zapomniałem, że Minami kategorycznie mi tego zabraniał.
Bałem się nieznajomego, jednak
ciekawość i lekkomyślność zwyciężyła nad rozsądkiem.
Nie wiedziałem, jak złe mogą być
skutki mojego zachowania.
Jestem taka podobna do glownego bohatera, az dziwne.
OdpowiedzUsuńWzrostowo nawet pasuje.
Coz, ide czytac dalej. Duzo sie dzieje.
Super więcej akcji i już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.
OdpowiedzUsuń